Wiewiórki i zagubiona dziewczynka, bajeczka do słuchania

Oceń ten artykuł
(15 głosów)

 

 

Wczesnym rankiem Bartek i Grześ przyszli do Jolki z zamiarem namówienia jej na wyprawę na drugą stronę stawu.
W parku, w którym wiewióreczki mieszkały był duży, naturalny staw, a po nim pływały dwa piękne łabędzie. Woda nie jest tam głęboka, ale staw jest bardzo rozległy. Od strony alejek, są barierki i zwykle stoją tam dzieci, które rzucają łabędziom okruszki chleba. Na przeciwległym brzegu rosną trzciny, pałki i wysokie tataraki, a codziennie wieczorem żaby ze świerszczami urządzają koncerty.
Jolka rzadko tam zagląda, także na propozycję braci chętnie przystała.
Wiewióreczki zeskoczyły z drzewa i klucząc między krzewami, pniami drzew i alejkami pobiegły w kierunku stawu. Przemknęły obok dzieci jeżdżących na rowerkach, rodziców z wózkami dla niemowląt i starszych ludzi siedzących na ławeczkach i zniknęły z boku stawu, tam gdzie już nikt nie chodzi. Biegnąc nieraz musiały przeskoczyć przez leżącą gałąź czy kępę wysokiej trawy. W pewnej chwili Bartek, który najbardziej się cieszył i figlował, przeskoczył przez wystający z ziemi kamień nagle zniknął. Jolka z Grzesiem zrobili jeszcze kilka kroków, gdy nagle usłyszeli jakiś stłumiony dźwięk. Odwrócili się i Grześ zapytał:
- Gdzie się podział Bartek?
- Bartek! - zawołała Jolka. - Bartek!
- Tutaj! - dobiegło z tyłu, tylko skąd?
- Bartek, gdzie jesteś? - jeszcze raz zawołała Jolka.
- Tutaj! - Odezwał się ktoś i najwyraźniej był to głos Bartka, ale wciąż go nie było widać. Poruszyły się natomiast liście leżące na stercie obok dużego kamienia.
Jolka z Grzesiem podbiegli tam i łapkami zaczęli rozgarniać liście i już po chwili ukazały się najpierw tylne łapki, potem przednie, a jeszcze za chwilę brzuszek, leżącego na plecach Bartka.
- No nie, ale numer! - zaśmiał się Grześ i tak się śmiał, że sam się przewrócił na plecy.
- No i co! - obruszony Bartek wstał przy pomocy Jolki. - Co się śmiejesz? Ty się nigdy nie przewróciłeś?
- Przybij piątkę - pojednawczo powiedział Grześ i wiewiórki pobiegły dalej.
Nie oddaliły się daleko od dużego kamienia, gdy niespodziewanie zobaczyły dziewczynkę w białym sweterku i niebieskiej sukience. Mała była wyraźnie przestraszona i niepewnie rozglądała się dookoła. Co chwilę wołała też “mamo, mamo”. Wiewiórki stanęły jak zamurowane, bo nie spodziewały się tu nikogo spotkać. Ludzie tu nie zaglądali, a tym bardziej samotne dzieci.
- Co ona tu robi? - zastanowił się Grześ.
- Nie wygląda to dobrze - powiedziała Jolka. - Mała nie powinna być blisko stawu sama, i wygląda jakby miała się zaraz rozpłakać.
I jak na zawołanie, dziewczynka, chyba już zrezygnowana, usiadła na pniaczku, skuliła się i zaczęła cichutko chlipać.
- Ja ją zaraz rozbawię - stwierdził Bartek i już się wyrywał do przodu, ale przytrzymała go Jolka.
- Poczekaj, nie tak szybko. Musimy się zastanowić jak jej pomóc. Ewidentnie się zgubiła, tylko jak znajdziemy jej rodziców?
- Pobiegniemy na alejki i będziemy szukać, na pewno jej mama tam jest - powiedział Grześ.
- To wy biegnijcie, a ja zostanę i czymś ją zajmę - zaoferował się Bartek.
- Dobrze - zgodziła się Jolka, tylko jej nie wystrasz i nie pozwól jej zbliżać się do stawu.
- Ok, ok, przecież wiem - Bartek przytaknął.  - Biegnijcie już, szkoda czasu.Jolka z Grzesiem pobiegli z powrotem w kierunku alejek gdzie chodzili ludzie, a Bartek powolutku zbliżył się do dziewczynki, tak żeby jej nie przestraszyć. Zabrał ze sobą kasztanka i położył obok jej bucika. Za chwilę przyniósł jeszcze kilka i  ułożył obok. Dziewczynka podniosła główkę i ze smutkiem popatrzyła na futrzaka. Trochę jakby z niedowierzaniem, bo przecież wiewiórki nigdy nie podchodzą tak blisko, mimo że już nie raz chciała coś im dać. Smutne oczka trochę się uśmiechnęły, a Bartek stanął na tylnych łapkach i sam ciekawy przyglądał się dziewczynce przechylając główkę to na lewą to na prawą stronę. Mała, patrząc na zwierzątko, zaczęła robić to samo, aż w końcu parsknęła śmiechem.
Tymczasem  Jolka z Grzesiem dobiegli do centralnej części parku i zaczęli się rozglądać.
- Jak poznamy mamę tej małej? - zastanowił się Grześ.
- Nie martw się, jak ją zobaczymy to będziemy wiedzieć, że to ona.
Rozglądali się dookoła, przebiegali z jednej alejki na drugą, aż w końcu Jolka spostrzegła niespokojnie poruszającą się kobietę, która jakby czegoś szukała. Podbiegli bliżej i usłyszeli jak woła “Zuzia, Zuzia, gdzie jesteś?”.
- To znaleźliśmy mamę - powiedziała Jolka. - Ale jest jeszcze drobny problem, jak jej dać znać gdzie jest jej zguba.
- Już o tym pomyślałem - z uśmieszkiem powiedział Grześ i wyciągnął małą kokardkę, którą znalazł w trawie obok płaczącej dziewczynki. - To chyba należy do małej, a mama z pewnością to rozpozna.
Z pomocą Jolki zaczepił kokardkę na szyi tak, żeby była dobrze widoczna i podbiegł do kobiety. Ta zajęta swoimi problemami z początku wcale nie zwróciła uwagi na wiewiórkę, ale po chwili uwagę jej zwróciła kolorowa kokardka, którą wiewiórka miała przywiązaną.
“Cóż to?” pomyślała. “Czy to nie przypadkiem kokardka Zuzi?”
Grześ, gdy tylko kobieta na niego popatrzyła, zaczął biec w kierunku stawu i wracał i znowu się tam kierował i czekał, aż ta pójdzie za nim.
“Co za dziwna wiewiórka” myślała mama Zuzi, “Mam wrażenie, że ona chce mi coś pokazać” i zaczęła iść w kierunku, który wskazywał jej Grześ.
- Spryciarz - pochwaliła brata Jolka. - Biegnijmy szybciej, bo nie wiadomo co tam porabiają maluchy, żeby tylko mamy małej nie zgubić.
Gdy tylko zbiegli z alejek na trawę, zobaczyli strach na twarzy matki. Wiedzieli czego się obawia, ale do dziewczynki nie było już daleko. Mama cały czas podążała za wiewiórkami, aż z daleka zobaczyła biały sweterek.
- Zuzia! - krzyknęła.
Dziewczynka odwróciła się i spostrzegła mamę, która dobiegła i mocno ją przytuliła.
- Tak się martwiłam, nie mogłam cię znaleźć.
- Ja zeszłam z chodnika bo tu były takie piękne złote liście - tłumaczyła się dziewczynka - i nie wiedziałam jak trafić z powrotem. A potem pojawiła się taka fajna wiewiórka - i pokazała na Bartka - i bawiliśmy się razem.
Mama Zuzi popatrzyła na Bartka, który aż się zawstydził i spuścił głowę.
- No, no - powiedziała z uśmiechem Jolka - prawdziwy z ciebie opiekun.
- Strasznie polubiłem tą Zuzię i będę za nią tęsknił - smutno powiedział młodszy braciszek.
- Dziękuję wam dzielne wiewióreczki, bez was nie znalazłabym tak szybko Zuzi - powiedziała mama.
- Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy - Zuzia znów posmutniała.
- Pa, pa - wiewiórki pomachały odchodzącym - przyjdź do nas jeszcze kiedyś.Bartek jakoś markotny wracał do domu.
- Co się smucisz, brachu? - zaczepnie trącił go Grześ. Założę się, że Zuzia przyjdzie do parku szybciej niż myślisz.
- A ja się założę, że będę pierwszy w domu - odpowiedział Bartek i biegiem ruszył przed siebie.
Grześ nie ociągając się pogonił za nim.
- Ach te łobuzy - zaśmiała się Jolka i zrobiła to samo co bracia.

Dodaj komentarz

Będzie mi miło, jeśli zostawisz swoją opinię.

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze   

0 # Dorota 2015-05-17 18:55
Bajka całkiem oryginalna, ale troche mało dynamiczna.
Odpowiedz

reklama

Jeśli chcesz otrzymywać od nas informacje o nowych bajkach, zostaw proszę swój adres e-mail. Terms and Condition Zapisując się na listę akceptujesz nasz regulamin.
Joomla Extensions powered by Joobi

Polecane