Bolesław Prus  Antek cz. pierwsza

Bolesław Prus Antek cz. pierwsza

  Bolesław Prus Antek, część pierwsza     Antek urodził się we wsi, nad...

Przygody Sindbada Żeglarza, przyg. wsptępna

Przygody Sindbada Żeglarza, przyg. wsptępna

  Bolesław Leśmian Przygody Sindbada Żeglarza przygoda wstępna  Młody chłopiec o...

Katechizm polskiego dziecka, Władysław Bełza

Katechizm polskiego dziecka, Władysław Bełza

    Władysław Bełza Katechizm polskiego dziecka     Posłuchaj...

Wyślemy Ci informację o nowych bajkach, zostaw nam swój e-mail. Zapisanie się na listę oznacza akceptację Regulaminu. Terms and Condition

bajki klasyczne

bajki nowoczesne

Bajki z całego świata

Bajki edukacyjne

pracownia mod

stoliczku-nakryj-sie

Stoliczku nakryj się

Na podstawie opowiadania Braci Grimm

(Stoliczku nakryj się, złoty osiołek i kij z worka)

To opowiadanie, jak na skutek kłamstwa złego zwierzęcia, pewien stary krawiec wygnał z domu swoich synów. Ci zdobyli zawód w świecie i wrócili do domu, każdy z czymś niezwykłym.

 

Usiądź wygodnie i posłuchaj bajeczki.

 


 Dawno temu żył sobie krawiec, który miał trzech synów i jedną kozę. Koza karmiła wszystkich swoim mlekiem i dlatego musieli o nią dobrze dbać i codziennie wyprowadzać na łąkę. Synowie robili to po kolei, na zmianę.

Pewnego dnia najstarszy syn wyprowadził kozę na podwórze, gdzie rosła najpiękniejsza trawa. Pasł ją tam i pozwolił jej sobie poskakać. Wieczorem, gdy naszedł czas wracać do domu, zapytał:

- Najadłaś się, kozo?

-Syta jestem iście,

nie mogę już patrzeć na liście,

mee, mee, mee!

- No to wracamy do domu - rzekł chłopak, złapał za powróz, zaprowadził do stajenki i uwiązał.

- No! - powiedział stary krawiec. - Najadła się koza jak należy?

- Och - odrzekł syn - najadła się iście, nie może już patrzeć na liście.

Lecz ojciec chciał się sam przekonać, poszedł do stajenki, pogłaskał ukochane zwierzę i zapytał:

- Najadłaś się, kozo?

Koza odpowiedziała:

- Niczegom nie jadała,

Z głodum pobladła.

Skakałam tylko sobie,

Muszę wyznać to tobie!

Mee, mee, mee...!

- Co słyszą uszy moje! - zawołał krawiec, pobiegł do domu i rzekł do chłopaka: - Ach, ty kłamco, mówisz, że koza się najadła, a kazałeś jej głodować? - I w gniewie złoił mu skórę i wygnał z domu.

Następnego dnia przyszła kolej na drugiego syna. Wyszukał w żywopłocie miejsce, gdzie rosły same dobre listki, a koza wyjadła je do czysta. Wieczorem, gdy chciał wracać do domu, zapytał:

- Kozo, najadłaś się? - A koza odpowiedziała:

- Syta jestem iście,

nie mogę już patrzeć na liście,

mee, mee, mee!"

- No to chodź do domu - rzekł chłopiec, zaprowadził ją do stajenki i uwiązał.

- No! - rzekł stary krawiec. - Czy koza dostała jeść jak się należy?

- Och - odpowiedział syn. - Najadła się iście, nie może patrzeć na liście.- Lecz ojcu nie wystarczyło to zapewnienie, poszedł do stajenki i zapytał:

- Najadłaś się, kozo?

Koza odpowiedziała:

- Niczegom nie jadała,

Z głodum pobladła.

Skakałam tylko sobie,

Muszę wyznać to tobie!

Mee, mee, mee...!

- Niedobry łotr! - krzyczał krawiec. - Zostawił boże zwierzątko na pastwę głodu! - Pobiegł do domu i złoił chłopca i go za drzwi wygnał.

Nadeszła kolej na trzeciego syna. Chciał dobrze załatwić sprawę, wyszukał krzew z najpiękniejszym listowiem i wypasał tam kozę. Wieczorem, gdy chciał już do domu wracać, zapytał:

- Najadłaś się, kozo? A koza odpowiedziała:

- Syta jestem iście,

nie mogę już patrzeć na liście,

mee, mee, mee!

- No to wracamy do domu - rzekł chłopak. Zaprowadził ją do stajenki i uwiązał.

- No! - powiedział stary krawiec. - Najadła się koza jak należy?

- Och - odrzekł syn. - Najadła się iście, nie może już patrzeć na liście.

Lecz ojciec nie ufał mu, poszedł do stajenki i zapytał:

- Najadłaś się, kozo?

Złośliwe zwierzę odpowiedziało:

- Niczegom nie jadała,

Z głodum pobladła.

Skakałam tylko sobie,

Muszę wyznać to tobie!

Mee, mee, mee...!

- Och, kłamco! - zawołał krawiec. - Tak samo zły i niesumienny jak tamci! Nie będziecie ze mnie drwić! - Pełen złości wrócił do domu i wygarbował chłopcu grzbiet siarczyście, że ten aż z domu uciekł.

Stary krawiec został z kozą sam. Następnego ranka poszedł do stajenki, pogłaskał kozę i rzekł:

- Chodź, drogie zwierzątko, sam poprowadzę cię na łąki.

Wziął ją za powróz na zielony żywopłot, pod zieloniutkie liście i wszystko to, co kozy lubią jeść.

- Teraz możesz się najeść, czego dusza zapragnie - rzekł do niej i pasł ją aż do wieczora. Wtedy zaś zapytał:

- Najadłaś się, kozo?

A ona odpowiedziała:

- Syta jestem iście,

nie mogę już patrzeć na liście,

mee, mee, mee!

- No to chodź do domu - rzekł krawiec, poprowadził ją do stajenki i uwiązał. Kiedy odchodził, odwrócił się jeszcze raz i rzekł:

- Wreszcie jesteś syta!

Lecz koza nie była łaskawsza dla niego i zawołała:

- Niczegom nie jadała,

Z głodum pobladła.

Skakałam tylko sobie,

Muszę wyznać to tobie!

Mee, mee, mee...!

Gdy krawiec to usłyszał, mało się nie przewrócił, bo zobaczył, że bez powodu przegnał swych trzech synów.

- Poczekaj! – zawołał. - Ty niewdzięczne stworzenie, przegnać cię to za mało, muszę przyprawić ci znak, żebyś się nie mogła pokazać przed żadnym uczciwym krawcem.

Czym prędzej pognał do domu i przyniósł brzytwę, którą ogolił kozie głowę, że była gładka jak kolano. A potem sprawił jej takie lanie, że uciekała wielkimi susami.

Krawiec został sam i popadł w wielki smutek, bo chętnie zobaczyłby swoich synów z powrotem. Nikt jednak nie wiedział, dokąd się udali.

Najstarszy poszedł w terminy do stolarza. Uczył się tam pilnie i sumiennie, a gdy minął czas nauki i musiał odejść, majster podarował mu stoliczek, który wyglądał jak zwykły stolik i był ze zwykłego drewna, ale miał jedną niezwykłą właściwość. Kiedy się go stawiało i mówiło "Stoliczku, nakryj się!", stoliczek nakrywał się czystym obrusem i pojawiał się na nim talerz, nóż i widelec, obok miski z duszonym i pieczonym mięsem i lśnił kielich z czerwonym winem, że aż serce się radowało. Młody czeladnik myślał sobie: „Starczy mi tego do końca życia." I dobrej myśli wyruszył w świat, nie troszczył się, czy gospoda była dobra czy zła, czy można coś w niej znaleźć, czy nie. Jeśli mu się tak spodobało, nie szukał żadnej, tylko w polu, w lesie, na łące, gdzie tylko miał ochotę, zdejmował z pleców stoliczek, stawiał przed sobą i mówił: "Stoliczku nakryj się!" i było wszystko, czego dusza zapragnie. Wreszcie pomyślał, że dobrze by było wrócić do ojca. Gniew ojca z pewnością już minął, a ze stoliczkiem z pewnością by go przyjął.

Zdarzyło się, że w drodze do domu doszedł wieczorną porą do pewnej gospody pełnej gości. Przywitali go ślicznie i poprosili, aby z nimi usiadł i jadł, inaczej ciężko będzie coś dostać.

- Nie - odpowiedział stolarz. - Nie odejmę wam z ust tych paru kęsów. Bądźcie lepiej moimi gośćmi.

Goście śmiali się z niego i myśleli, że sobie figluje, lecz on postawił swój drewniany stolik na środku izby i rzekł:

- Stoliczku, nakryj się! - Natychmiast stanęły na nim potrawy, jakich nie mógłby dostarczyć Karczmarz, a ich zapach unosił się delikatnie ku ich nosom.

- Bierzcie, drodzy przyjaciele! - rzekł stolarz, a goście, gdy zobaczyli, o czym mówi, nie dali się drugi raz prosić, przysiedli, wyciągnęli swoje noże i odważnie chwytali się za jadło. A co ich najbardziej dziwiło, gdy pustoszały misy, na ich miejscu pojawiały się nowe i pełne. Karczmarz stał w kącie i przyglądał się temu. Nie wiedział, co powiedzieć, ale myślał sobie: „Taki kucharz mógłby się przydać w gospodzie." Stolarz i jego kompania weselili się do późnej nocy, aż wreszcie położyli się spać. Młody czeladnik też poszedł do łóżka, a swój cudowny stoliczek postawił pod ścianą. Karczmarzowi myśli nie dawały spokoju. Przypomniał sobie, że w jego graciarni stał stary stoliczek, który wyglądał tak samo, przyniósł go więc i zamienił na cudowny stoliczek. Następnego ranka stolarz zapłacił za nocleg, chwycił za stolik i nawet nie pomyślał, że może być fałszywy. Ruszył w swą drogę. W południe był już u swego ojca, który go przyjął z wielką radością.

- No, drogi synu, czego się nauczyłeś? - rzekł do niego.

- Jestem stolarzem.

- Dobre rzemiosło - odparł stary krawiec. - A co przyniosłeś z wędrówki?

- Ojcze, najlepsze, co przyniosłem, to ten stoliczek.

Krawiec obejrzał go ze wszystkich stron i rzekł:

- To mi dopiero robota, stary, zniszczony stolik.

- Ale to nie jest zwykły stolik - odpowiedział syn. - Kiedy go postawię i powiem mu „stoliczku nakryj się" staną na nim najpiękniejsze potrawy. Zaproś wszystkich krewnych i przyjaciół, niech wszyscy się posilą i pokrzepią, bo stoliczek ich wszystkich nakarmi.

Kiedy towarzystwo się już zeszło, postawił stoliczek na środku izby i rzekł: "Stoliczku, nakryj się!" Ale stoliczek ani drgnął, był pusty jak każdy inny stoliczek, co nie rozumie ludzkiej mowy. Biedny chłopak spostrzegł wtedy, że stolik mu podmieniono i wstydził się, że wyszedł na kłamcę. Krewni go wyśmiali i wrócili do domów nie zaznawszy jadła ani napoju. Ojciec poszedł po swoje materiały i znowu zaczął szyć, syn zaś znalazł sobie pracę u pewnego majstra.

Drugi syn trafił do młynarza i terminował u niego. Kiedy minął czas nauki, rzekł do niego majster:

- Dobrze się sprawiłeś. Dam ci więc osła szczególnego gatunku. Nie ciągnie on wozu i nie nosi worków.

- A jaki z niego pożytek? - zapytał młody czeladnik.

- Osioł ten pluje złotem - odpowiedział młynarz. - Gdy postawisz go na obrusie i powiesz „złoty osiołek" będzie Ci sypał kawałkami złota.

- Piękna sprawa - rzekł czeladnik. Podziękował majstrowi i ruszył w świat. Kiedy potrzebował złota, wystarczyło, że rzekł „złoty osiołek" do swojego towarzysza, a sypały się z niego sztuki złota. Nie musiał nic robić, jak tylko je zbierać z ziemi. Gdziekolwiek był, zadowalał się tym, co najlepsze, a im drożej, tym lepiej, bo zawsze miał przy sobie pełną sakiewkę.

Kiedy już jakiś czas rozglądał się po świecie, pomyślał sobie: musisz wrócić do ojca. Kiedy przyjdziesz ze złotym osłem, zapomni o gniewie i dobrze cię przyjmie.

Podczas podróży zdarzyło się, że trafił do tej samej gospody, w której jego bratu podmieniono stoliczek. Ręką prowadził osła, a oberżysta chciał zwierzę uwiązać w stajence. Młody czeladnik jednak rzekł:

- Nie trudźcie się, mojego kłapoucha sam poprowadzę do stajni i sam go uwiążę, bo muszę wiedzieć, gdzie stoi.

Oberżyście wydało się to dziwne i pomyślał, że ktoś, kto sam wiąże swojego osła, nie będzie miał wiele, by przekąsić, lecz gdy ten chwycił za kieszeń i wyjął dwie sztuki złota, by mu kupił coś dobrego, zrobił wielkie oczy i pobiegł szukać tego, co najlepszego mógł znaleźć. Po posiłku gość zapytał o należność. Rozochocony gospodarz rzekł, że trzeba będzie jeszcze dołożyć parę sztuk. Czeladnik chwycił za kieszeń, lecz pieniądze właśnie się skończyły.

- Poczekajcie chwilę, gospodarzu – rzekł. - Muszę pójść po pieniądze.

Chłopak wziął ze sobą obrus, a gospodarz nie wiedział, co to ma znaczyć. Był ciekawy więc zakradł się za nim, a ponieważ gość zaryglował drzwi stajenne, zaglądał przez dziurę po sęku. Obcy rozłożył obrus pod osiołkiem i zawołał: „złoty osiołek" i natychmiast ze zwierzątka sypnęło się złoto, aż porządnie pokryło ziemię.

- Aj, po tyciąckroć! - rzekł gospodarz - szybko bije się dukaty! Taka sakwa to niezła rzecz!

Gość zapłacił należność i położył się spać, a gospodarz zakradł się do stajenki, wyprowadził osiołka i uwiązał innego na jego miejsce. Następnego ranka młody czeladnik odjechał wcześnie z osiołkiem i myślał, że to jego "złoty osioł".

W południe był już u ojca. Gdy ten go zobaczył, ucieszył się, że znów go widzi i dobrze go przyjął.

- No, a kimże zostałeś, mój synu? – zapytał.

- Młynarzem, drogi ojcze.

- A co przyniosłeś z wędrówki?

- Nic prócz osła.

- Osłów tu u nas pod dostatkiem - powiedział ojciec - Wolałbym dobrą kozę.

- Tak - odpowiedział syn - ale to nie jest zwykły osioł, lecz złoty osioł. Kiedy mu powiem „złoty osiołek" posypie się z niego cały obrus złota. Zaproście zaraz wszystkich krewnych, a zrobię z nich bogatych ludzi.

- Wspaniała nowina – ucieszył się krawiec - nie będę musiał dłużej męczyć się z igłą!

Wyszedł i zwołał wszystkich krewnych. Jak tylko wszyscy się zeszli, młynarz kazał zrobić miejsca, rozłożył obrus i przyprowadził do izby osła.

- Teraz uważajcie! - i zawołał: „złoty osiołek!" - Lecz nie było ani sztuki złota. Okazało się, że osioł nie miał pojęcia o tej sztuczce, bo nie każdy osioł ją zna. Biedny młynarz się zasmucił, widział, że go oszukano, prosił krewnych o wybaczenie, którzy do domów wracali tak samo biedni, jak przyszli. Krawcowi zaś nie pozostało nic innego, jak chwycić za igłę, a chłopak musiał szukać pracy u jakiegoś młynarza.

Trzeci brat poszedł w terminy na tokarza, a ponieważ to trudne rzemiosło, uczył się najdłużej. Bracia pisali mu w listach, jak źle się z nimi obyto, jak zły oberżysta ostatniego wieczoru odebrał im ich skarby. Kiedy tokarz już się wyuczył i miał odejść, majster podarował mu worek, bo tak dobrze się uczył, i rzekł:

- W worku leży kij.

- Worek mogę zabrać i może mi dobrze służyć, ale na co mi kij? Będzie mi tylko ciężarem.

- Zaraz ci powiem - odpowiedział majster. - Gdy ktoś cię skrzywdzi, powiedz: „Kiju, z worka!", a wyskoczy między ludzi i zatańczy im wesoło po plecach, że przez osiem dni się nie ruszą, a nie popuści, aż powierz: „kiju, do worka!"

Czeladnik podziękował mu, worek zawiesił na plecy, a gdy ktoś za nadto się zbliżył, mówił: "kiju, z worka!", kij zaś wyskakiwał i trzepał ubranko wszystkim po kolei, nie czekając aż czeladnik zdejmie go z pleców, a robił to tak szybko, że nikt nawet nie zmiarkował się, kiedy nadeszła jego kolej.

Młody tokarz dotarł do gospody, gdzie oszukano jego braci. Swój plecak położył na stole przed sobą i zaczął opowiadać o niesamowitych rzeczach, jakie widział w świecie.

- Tak - rzekł, - można tam znaleźć „stoliczku nakryj się", „złotego osła" i tym podobne, same dobre rzeczy, którymi nie gardzę, ale wszystko to jest niczym w porównaniu z moim skarbem, który dostałem i w worku skrywam. Gospodarz nadstawił uszu: Cóż do licha może to być, pomyślał. Na pewno w worku są szlachetne kamienie i muszę je dostać, bo wszystkie dobre rzeczy chodzą trójkami.

Gdy nadeszła pora spoczynku, gość rozciągnął się na ławie, a worek położył pod głowę. Gospodarz podszedł myśląc, że gość głęboko śpi, ostrożnie pociągnął za worek, by go zabrać i podłożyć inny. Tokarz jednak tylko na to czekał. Gdy gospodarz chciał mocniej pociągnąć, zawołał: "Kiju, z worka!" Kij natychmiast wyskoczył i zaczął łoić mu skórę. Gospodarz krzyczał o litość, lecz im głośniej krzyczał, tym mocniej lał go kij, wystukując mu ten sam takt na plecach, aż z wyczerpania padł na ziemię. Wtedy tokarz rzekł:

- Jeśli nie oddasz „Stoliczku nakryj się" i „złotego osła" taniec zacznie się od nowa!

- O nie! zawołał gospodarz głosikiem maluczkiego. - Oddam wszystko, tylko karzcie kijaszkowi z powrotem wejść do worka.

Wtedy czeladnik odpowiedział:

- Milsza mi łaska od sprawiedliwości, tym razem cię oszczędzę! - I zawołał: "Kiju do worka!"

Tokarz wrócił następnego ranka ze „stoliczku nakryj się" i „złotym osłem" do swojego ojca. Krawiec ucieszył się, gdy go znowu zobaczył, i zapytał go, czego nauczył się w dalekim świecie.

- Drogi ojcze - odpowiedział - zostałem tokarzem.

- Wyszukane rzemiosło - rzekł ojciec.

- A co przyniosłeś z wędrówki?

- Cenną rzecz, drogi ojcze - odpowiedział syn. - Kija w worku.

- Co? - zawołał ojciec. - Kija! Też mi warte zachodu! Możesz go uciąć na każdym drzewie.

- Ale nie takiego, drogi ojcze. Jeśli powiem: „Kiju z worka" wyskakuje i zaczyna tańczyć okrutny taniec z każdym, kto na mnie nastaje, a nie popuszcza, aż ten legnie na ziemi i błaga o litość. Widzicie, tym kijem odzyskałem „stoliczku nakryj się" i „złotego osła" co je zły karczmarz moim braciom zabrał. Teraz zwołajcie wszystkich i proście krewniaków, a nakarmię ich, napoję i napełnię ich kieszenie złotem.

Stary krawiec nie dowierzał, zwołał jednak krewnych. Tokarz obrus rozłożył w izbie, przyprowadził osła i rzekł do brata:

- No, drogi bracie, pogadaj z nim! Młynarz rzekł "złoty osiołek", a na obrus posypały się sztuki złota, jakby tęgi deszcz lunął. Osioł nie przestawał, aż wszyscy mieli tyle, że nie mogli unieść. Potem tokarz poszedł po stolik i powiedział:

- Drogi bracie, teraz twoja kolej!

Ledwo stolarz wypowiedział "Stoliczku, nakryj się", ten stanął przykryty najpiękniejszymi misami z jadłem. A uczta była taka, jakiej krawiec w domu jeszcze nie widział, a wszyscy krewni zostali przez noc, byli zadowoleni i weseli. Krawiec schował igłę i nić do szafy i żył ze swymi synami w radości i dostatku.

A gdzie poszła koza, winna, że krawiec synów przepędził? Zaraz wam powiem. Wstydziła się łysego czoła, pobiegła do lisiej jamy i schowała się w niej. Kiedy lis wrócił do domu, zaświeciły na niego dwa wielkie skrzące się ślepia z ciemności, tak że się wystraszył i uciekł. Lisa spotkał niedźwiedź, a ponieważ ten wyglądał jakby przeżył wstrząs, rzekł do niego:

- Co ci, bracie lisie, co masz taką minę?

- Ach - rzekł rudzielec - jakieś dzikie zwierzę siedziało w mojej jamie i wpatrywało się we mnie ognistymi oczyma.

- Zaraz je przegnamy - odparł niedźwiedź. Poszedł do jamy i zajrzał do środka, lecz gdy zobaczył ogniste oczy, ogarnął go strach, nie chciał mieć z dzikim zwierzem nic do czynienia i uciekł. Spotkała go pszczoła i zauważyła, że jakby źle się czuje i zapytała: "Niedźwiedziu, co robisz taką minę, gdzie twoja radość?

- W domu rudego siedzi dziki zwierz z ognistymi ślepiami. Nie możemy go przepędzić.

- Szkoda mi cię, niedźwiedziu, jestem tylko małym, słabym stworzeniem, na które nawet nie spojrzycie w drodze, ale myślę, że mogę wam pomóc.

Poleciała do lisiej jamy, usiadła kozie na gładko wystrzyżonym czole i użądliła ją tak potężnie, że ta aż podskoczyła, "mee! mee!" krzyczała i pognała w świat jak szalona. A co później z nią było, nie wie nikt.

Komentarze   

 
# Kludia 2014-10-05 06:22
Bardzo ładna bajka ★★★
Odpowiedz
 
 
# andrzej 2013-06-15 15:26
ok
Odpowiedz
 
 
# Kasix 2013-02-08 19:06
Lektura niestety...;/
Odpowiedz
 
 
-1 # ppatryk200 2012-12-14 11:06
musia;em przeczytac do szkoly : (
Odpowiedz
 
 
-1 # maniaa :** 2012-12-10 14:06
nie czytałam tylko słuchałam... ! ;)
Odpowiedz
 
 
-2 # wikula0123 2012-11-26 12:38
No taka normalna :lol:

ni to fajna, ni to głupia :P
Odpowiedz
 
 
-3 # Emilia 2012-11-24 07:14
Cytuję aga:
hej mam iść na konkurs recytatorski i mam to mówić i nie wiem czy sie nadaje ??
:-?


Aga, czy dobrze rozumiem, że masz całą bajkę wyrecytować?
Odpowiedz
 
 
-3 # aga 2012-11-23 16:00
hej mam iść na konkurs recytatorski i mam to mówić i nie wiem czy sie nadaje ??
:-?
Odpowiedz
 
 
-3 # nati220022 2012-11-18 12:26
:D :D :D :D :D :D :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :-) :-) :-) :-) :-) :-) ;-) ;-) ;-) ;-) ;-) 8) 8) 8) 8) 8) 8) :-* :-* :-* :-* :-* :-* :-* :P :P :P :P :P :P :P :roll: :roll: :roll: :roll:
Odpowiedz
 
 
+3 # nati220022 2012-11-18 12:24
trochę długie..... ;-)
Odpowiedz
 
 
# errrrrrrrrrrrr 2012-10-29 20:30
:lol: :D :lol: :-) ;-) 8) :-| :-* :oops: :sad: :cry: :o :o :-? :-x :eek: :zzz :P :roll: :sigh: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:
Odpowiedz
 
 
+2 # Pati 2012-09-27 18:34
Zarąbiste bajeczki :-)
Odpowiedz
 
 
-2 # mateusz 2012-05-07 15:08
sad
Odpowiedz
 
 
+1 # klaudia 2012-02-29 19:03
mi te bajki podobają i miło słuch się je
Odpowiedz
 
 
# piotrek 2013-11-27 20:20
mi tez się podobają;)
Odpowiedz
 
 
-7 # lila 2012-02-27 18:00
:-x :-x :-x :-x :-x :-x :-x :-x
Odpowiedz
 
 
-4 # k 2012-01-25 18:58
:-*
Odpowiedz
 
 
-1 # Agnieszka 2011-11-12 11:47
:*
Odpowiedz
 

Dodaj komentarz