Przygody Sindbada Żeglarza, przyg. wsptępna

Przygody Sindbada Żeglarza, przyg. wsptępna

  Bolesław Leśmian Przygody Sindbada Żeglarza przygoda wstępna  Młody chłopiec o...

Katechizm polskiego dziecka, Władysław Bełza

Katechizm polskiego dziecka, Władysław Bełza

    Władysław Bełza Katechizm polskiego dziecka     Posłuchaj...

Bolesław Prus  Antek cz. pierwsza

Bolesław Prus Antek cz. pierwsza

  Bolesław Prus Antek, część pierwsza     Antek urodził się we wsi, nad...

Wyślemy Ci informację o nowych bajkach, zostaw nam swój e-mail. Zapisanie się na listę oznacza akceptację Regulaminu. Terms and Condition

bajki klasyczne

bajki nowoczesne

Bajki z całego świata

Bajki edukacyjne

pracownia mod

jas_i_malgosia

 

Jaś i Małgosia

Na podstawie opowiadania Braci Grimm

 

To opowiadanie Braci Grimm o tym jak bardzo biedni rodzice wyprowadzają dzieci do lasu i am pozostawiają. Jaś i Małgosia długo się błąkają, aż w końcu trafiają do pysznego domku Baby Jagi.

 

Słuchaj lub pobierz bajkę mp3.

 

 

Blisko wielkiego lasu, mieszkał pewien biedny drwal, wraz z żoną i dwojgiem dzieci, . Chłopczyk miał na imię Jaś, a dziewczynka Małgosia. Żyli bardzo biednie i nie jednego w domu brakowało. A pewnego dnia, gdy przyszły jeszcze gorsze czasy i drwal nie mógł zarobić nawet na chleb. Kiedy tak leżał wieczorem w łóżku zastanawiał się nad losem, a z trosk nie mógł zasnąć, westchnął i powiedział do swojej żony:

- Co z nami będzie? Jak wykarmimy nasze biedne dzieci, kiedy sami nic nie mamy?

– Wiesz co, mężu - odparła żona, - jutro wczesnym rankiem wyprowadzimy dzieci do lasu, gdzie jest najgęstszy, rozpalimy im ogień i damy każdemu po kawałku chleba. Potem zabierzemy się do roboty, a dzieci zostawimy same. Nie znajdą drogi do domu, a my będziemy od nich wolni.

– Nie żono - powiedział, -nie zrobię tego, bo serce mi pęknie z żalu, że dzieci w lesie zostawiłem, aby wnet rozszarpały je dzikie zwierzęta.

– Nie bądź głupi - powiedziała, - w przeciwnym razie wszyscy pomrzemy z głodu. Możesz zacząć heblować dechy na nasze trumny.

I nie dawała mu spokoju aż się zgodził.

Dzieci z głodu nie mogły zasnąć i słyszały, co macocha powiedziała do ojca. Małgosia wylewała gorzkie łzy i rzekła do Jasia:

-  Już po nas.

 – Cicho, Małgosiu! - powiedział Jaś -  Coś wymyślimy.

A kiedy ojciec z macochą zasnęli, wstał, założył swój surdut, otworzył dolne drzwi i cichaczem wykradł się z domu. Księżyc świecił jasno, a białe krzemowe kamyczki , które leżały przed domem, świeciły, jak pieniążki. Jaś schylił się i napchał ich tyle do kieszeni surduta, ile się zmieściło, potem wrócił i powiedział do Małgosi:

- Nie martw się droga siostrzyczko i spokojnie śpij. Dobry Bóg nas nie opuści.

 I położył się z powrotem do swojego łóżka.

Bladym świtem, przyszła macocha i zbudziła dzieci mówiąc:

- Wstawajcie lenie! Idziemy do lasu drwa rąbać.

 Potem dała każdemu po kawałku chleba i rzekła:

- Macie tu coś na obiad, ale nie jedzcie zbyt szybko, bo potem nic nie dostaniecie.

 Małgosia schowała chleb pod swój fartuch, bo Jaś w kieszeniach miał kamienie. A potem wszyscy razem wyruszyli do lasu. Kiedy chwilę już szli, Jaś stanął cicho i obejrzał się za siebie na domek, a robił tak co chwila. Ojciec powiedział:

- Jasiu, co tak patrzysz za siebie, uważaj żebyś nóg nie zgubił.

 – Ach, ojcze - powiedział Jaś, - patrzę za moim białym kotkiem, co siedzi na górze, na dachu i chce mi powiedzieć papa.

A żona rzekła:

 - To nie kotek, tylko poranne słońce, co na komin świeci.

Ale Jaś nie rozglądał się za kotkiem, lecz rzucał na drogę błyszczące krzemienie z kieszeni.

Kiedy byli w środku lasu, rzekł ojciec:

- Nazbierajcie, dzieci, drewna! Rozpalimy ogień, żebyście nie marzły.

Jaś i Małgosia razem naznosili chrustu, wysoko, że wyglądał jak mała góra. Rozpalono ogień, a gdy płomienie wystrzeliły naprawdę wysoko, żona drwala powiedziała:

- Połóżcie się przy ogniu, dziateczki, i odpocznijcie sobie, a my pójdziemy w las rąbać drwa. A kiedy skończymy, przyjdziemy po was.

Jaś i Małgosia siedzieli przy ogniu, a gdy nastało południe zjadło każde swój kawałeczek chleba. A ponieważ słyszeli uderzenia siekiery, myśleli, że ojciec jest blisko. Ale to nie była siekiera, lecz gałąź przywiązana do suchego drzewa, którą wiatr tłukł bez ustanku tam i z powrotem. A siedzieli tak długo, aż oczy same zamknęły się ze zmęczenia i zasnęli twardym snem. Kiedy się obudzili, była ciemna noc. Małgosia zaczęła płakać i powiedziała:

- I jak teraz wyjdziemy z tego lasu!

Jaś pocieszył ją:

- Poczekaj chwileczkę aż księżyc wzejdzie, a drogę jakoś znajdziemy.” A gdy księżyc w pełni był już na niebie, wziął Jaś swą siostrzyczkę za rękę i szedł za krzemieniami, które jarzyły się w nocy jak nowo wybite monety i wskazywały im drogę. Szli tak przez całą noc, a gdy dzień już szarzał, znaleźli dom swego ojca. Zapukali do drzwi, a gdy je macocha otworzyła, rzekła:

- Wy niedobre dzieciaki! Co tak spałyście w tym lesie. Już myśleliśmy, że nigdy nie wrócicie do domu!

 Lecz ojciec ucieszył się, bo serce zaczęło mu pękać, gdy dziatki swe same zostawił w lesie.

Niedługo potem bieda znów zawitała w ich progi, a dzieci słyszały, jak matka nocą w łóżku mówiła do ojca:

- Znowu wszystko zjedzone. Mamy tylko pół bochenka chleba, a potem to już koniec. Musimy pozbyć się dzieci. Zaprowadzimy je jeszcze głębiej w las, żeby nie mogły znaleźć drogi z powrotem. Nie ma dla nas innego ratunku.

Mężowi ciężko zrobiło się na sercu i pomyślał: „Byłoby lepiej, gdybyś podzielił się ostatnim kęsem z dziećmi.” Ale żona nie chciała niczego słyszeć, łajała go i robiła mu wyrzuty. Kto mówi A, musi powiedzieć B, a ponieważ ustąpił pierwszym razem, musiał ustąpić i za drugim.

Dzieci jeszcze nie spały i słyszały całą rozmowę. Kiedy ojciec z macochą spali, Jaś wstał i chciał wyjść, by pozbierać krzemyki jak poprzednim razem, lecz macocha zamknęła drzwi i nie mógł. Pocieszał jednak siostrzyczkę i mówił:

- Nie płacz, Małgosiu, i śpij spokojnie. Dobry Bóg nam pomoże.

Wczesnym rankiem macocha przyszła po dzieci do łóżka. Dostały po kawałeczku chleba, jeszcze mniejszym niż poprzednim razem. W drodze do lasu Jaś go pokruszył w kieszeni, często cichutko przystawał i rzucał kawałeczek na ziemię.

- Jasiu, co tak stajesz i się rozglądasz? – zapytał ojciec. - Idź no przed siebie.

– Patrzę za gołąbkiem, co na dachu siedzi i chce mi powiedzieć papa -  odpowiedział Jaś.

Na  to odezwała się macocha:

- To nie gołąb tylko poranne słońce, co na komin świeci.

A Jaś rzucał i rzucał wciąż swe kawałki na drogę.

Kobieta prowadziła dzieci jeszcze głębiej w las, gdzie jeszcze nigdy w życiu nie były. Potem znowu zrobili wielkie ognisko, a macocha rzekła:

- Siedźcie tutaj, dziateczki, a kiedy będziecie zmęczone, możecie sobie troszkę pospać. My idziemy do lasu drwa rąbać, a wieczorem, gdy już skończymy, przyjdziemy po was.

 Gdy nastało południe, Małgosia podzieliła się z Jasiem kawałkiem chleba, bo Jaś swój kawałek rozrzucił po drodze. Potem zasnęli, a gdy minął wieczór, nikt nie przyszedł do biednych dzieci. Obudziły się dopiero późną nocą, a Jaś pocieszał swą siostrzyczkę mówiąc:

- Poczekaj Małgosiu, aż księżyc wzejdzie, a zobaczymy okruszki, które rozsypałem. One pokażą nam drogą do domu.

Kiedy księżyc rozjaśniał drogę, wyruszyli, lecz nie znaleźli żadnego okruszka, bo wydziobały je ptaki. Jaś powiedział do Małgosi:

- Jakoś znajdziemy drogę.

Lecz jej nie znaleźli. Szli całą noc i dzień, od rana do wieczora, lecz nie wyszli z lasu. Byli bardzo głodni, bo nie mieli nic, prócz paru jagód. Byli już tak słabi, że nogi nie chciały ich nieść. Położyli się więc pod drzewem i zasnęli.

Nastał trzeci ranek po tym, jak opuścili dom ojca. Znowu zaczęli iść, ale zabłąkali się jeszcze głębiej w las. Gdy przyszło południe, zobaczyli pięknego, śnieżnobiałego ptaszka, który siedział na gałęzi i tak pięknie śpiewał, że dzieci stanęły i zaczęły go słuchać. Kiedy zaś skończył, rozłożył skrzydła i odfrunął, a dzieci poszły za nim, aż trafili do domku, na którego dachu usiadł. Gdy dzieci podeszły bliżej, zobaczyły, że dom zbudowany był z chleba a przykryty był plackami, okna były zaś z jasnego cukru.

- Możemy się za to zabrać - rzekł Jaś. To będzie uczta co się zowie. Ja zjem kawałek dachu, Małgosiu, a ty możesz zjeść kawałek okna, bo słodko wygląda.

Jaś sięgnął do góry i ułamał sobie ociupinkę z dachu, żeby zobaczyć jak smakuje, a Małgosia stanęła przy szybie i sobie ją chrupała. Wtem cienki głosik zawołał z chałupki:

“Chrup, chrup, kto chrupie
Przy mojej chałupie?”
A dzieci odpowiedziały:
“To wiatr, to wiatr,
Niebiański dzieciak
Hula tak”

I jadły dalej nie dając się zwieść. Jaś, któremu dach bardzo smakował, urwał sobie spory kawałek, a Małgosia wybiła sobie całą okrągłą szybkę, usiadła sobie i jadła naprędce. Nagle otworzyły się drzwi i ukazała się w nich kobieta stara jak świat opierając się na lasce.

Jaś i Małgosia tak się przestraszyli, że upuścili wszystko, co mieli w rękach. Stara pokiwała głową i rzekła:

- Ach, kochane dziateczki, kto was tu przyprowadził? Wejdźcie i zostańcie ze mną. Krzywda żadna wam się nie stanie.

Złapała oboje za ręce i poprowadziła do domku. Tam dostały dobre jedzenie, mleko, naleśniki z cukrem, jabłka i orzechy. Potem posłała im dwa cudne łóżeczka, a Jaś i Małgosia położyli się i myśleli, że są w niebie.

Staruszka udawała tylko taką miłą, bo była to zła wiedźma, która na dziateczki tylko czyhała. Domek z chleba zbudowała zaś tylko dlatego, aby je skusić. Kiedy jakieś dostało się w jej szpony, już nie odzyskało wolności.

Wstała wczesnym rankiem, zanim dzieci się obudziły i patrzyła na nie, jak sobie smacznie śpią i na ich śliczne czerwone policzki, mrucząc pod nosem:

- To dopiero będzie kąsek.

Złapała Jasia swą suchą ręką i zaniosła do małej stajenki, gdzie go zamknęła za kratami. Mógł tam krzyczeć ile wlazło, lecz nic by mu to nie pomogło. Potem podeszła do Małgosi i zaczęła nią potrząsać aż ją zbudziła i zawołała:

- Wstawaj, leniu i noś wodę. Ugotuj coś dobrego swojemu bratu, który siedzi w stajni, żeby się utuczył. A jak już będzie gruby, to go zjem.

Małgosia zaczęła gorzko płakać, ale wszystko na darmo, musiała robić, co zła wiedźma jej kazała.

Od tej chwili dla Jasia było najlepsze jedzenie, a dla Małgosi nic, tylko okruszki. Starucha chodziła każdego ranka do stajenki i wołała:

- Jasiu, wysuń paluszek, żebym wiedziała czy już robisz się tłusty.

Lecz Jaś nie wystawiał jej palca, lecz kosteczkę, a starucha, która miała mętne oczy i nic nie widziała, myślała, że to palec Jasia i dziwiła się, że wcale nie robi się grubszy. Gdy minęły cztery tygodnie, a Jaś wciąż był chudy, straciła cierpliwość i nie chciała dłużej czekać.        

- Jazda, Małgosiu - zawołała do dziewczynki. - Uwiń się i nanoś wody. Czy Jaś jest tłusty czy nie, jutro go ugotuję i zjem.

Ach, jak płakała biedna siostrzyczka, gdy nosiła wodę, a łzy ciekły jej po policzkach!

- Drogi Boże, pomóż nam – wołała.  - Gdyby nas dzikie zwierzęta pożarły, umarlibyśmy przynajmniej razem.

– Oszczędź sobie tej paplaniny - powiedziała starucha. - Nic ci nie pomoże.

Wczesnym rankiem Małgosia musiała wyjść, by powiesić kocioł z wodą i rozpalić ogień.

- Najpierw będziemy piec - powiedziała starucha.

- Rozpaliłam już w piecu i zagniotłam już ciasta.

Pchnęła biedną Małgosią w kierunku pieca, z którego płomienie już buchały.

- Właź - powiedziała wiedźma - i zobacz, czy już dobrze nagrzany, żebym mogła wsunąć chleb.

 I chciała zamknąć piec, gdy Małgosia będzie już w środku. Małgosia miała się tam smażyć, bo wiedźma też chciała ją zjeść. Małgosia jednak zorientowała się, co starucha miała w planie i powiedziała:

- Nie wiem, jak mam to zrobić, jak mam tam wejść?

– Głupia gęś -  krzyknęła starucha. - Przecież widzisz, że otwór jest wystarczająco duży. Sama bym wlazła.

 Potem ruszyła na czworaka pod piec i wsadziła w jego otwór głowę. Wtedy Małgosia ją pchnęła, że stara wjechała głęboko do środka. Zamknęła żelazne drzwi i zasunęła rygiel. Hu! Zaczęła potwornie ryczeć, ale Małgosia uciekła, a wiedźma całkiem się spaliła.

Małgosia pobiegła prosto do Jasia, otworzyła stajenkę i zawołała:

- Jasiu, jesteśmy uratowani. Stara wiedźma nie żyje.

Jaś wyskoczył jak ptak z klatki, gdy Małgosia otworzyła mu drzwi. Dzieci bardzo się cieszyły, objęły się za szyję i skakały w kółko całując się. A ponieważ niczego nie musiały już się obawiać, weszły z powrotem do domu wiedźmy. We wszystkich rogach stały tam skrzynie z perłami i drogimi kamieniami.

- To jeszcze lepsze niż krzemyki -  powiedział Jaś, i napychał swoje kieszenie. Małgosia zaś powiedziała:

- Ja też chcę coś przynieść do domu.

I napełniła swój fartuszek.

–Musimy już ruszać w drogę - powiedział Jaś, - żeby wyjść z lasu czarownic.

Gdy już szli parę godzin, trafili nad wielką wodę.

- Nie możemy przejść na drugą stronę - stwierdził Jaś.

- Nie ma tu kładki ani mostu - dodała Małgosia, - ale tam płynie biała kaczuszka. Jeśli ją poproszę, to pomoże nam przejść.

I wtedy zawołała:

„Kaczuszko, kaczuszko
To Jaś i Małgosia, maleńkie dziateczki
Nie widzą mostu ani kładeczki
Weź nas na grzbiet biały.
By dzieci tak nie stały”

Kaczuszka podpłynęła, a Jaś usiadł na nią i poprosił siostrzyczkę, by usiadła obok.

- Nie - powiedziała Małgosia, -  kaczuszka miałaby za ciężko. Przewiezie nas jedno po drugim.

I tak też zrobiło dobre zwierzątko. A gdy już szczęśliwie byli na drugiej stronie i chwileczkę już szli, las stawał się coraz bardziej znajomy i w końcu zobaczyli z daleka dom ojca. Wtedy zaczęli biec, rzucili się do izby i zawiśli ojcu na szyi. Ojciec nie zaznał ani jednej szczęśliwej godziny, od kiedy dzieci w lesie zostawił. Macocha zaś umarła. Małgosia opróżniła swój fartuch, tak że perły i drogie kamienie po izbie się rozsypały, a Jaś dorzucał garść za garścią ze swoich kieszeni. Tak skończyły się wszelkie troski i odtąd żyli razem w radości.

To już koniec mojego bajania, a ty bierz się do łapania, bo tam leci mysz, a kysz, a kysz.

 

 

Komentarze   

 
# gigi 2014-08-28 20:00
Przemoc, my się wychowalismy na tych bajkach i jakos nie jestem agresywna i moi znajomi tez, przemoc to jest w tych grach które matki żeby pozbyć się dzieci pozwalają dzieciakom grać i odcinać głowy przeciwnikow SIEKIERA!!!!! Znam kilka takich przypadków :@
Odpowiedz
 
 
# Asia 2013-06-24 09:32
bajki braci Grimm to jednak horror...paleni e cial w piecu, kanibalizm, wyrzeczenie sie wlasnych dzieci...jako dziecko lubilam te bajki ale jako dorosla osoba...hm za wiele przemocy w tym widze...
Odpowiedz
 
 
# #Oliwia 2013-02-18 10:54
bardzo lubiłam baśnie braci Grimm a teraz w szkole mam konkurs by dokończyć od jakiegoś momentu baśń po swojemu i wybrałam właśnie tę baśń bo ją bardzo lubię
Odpowiedz
 
 
# Emilia. 2013-02-18 18:57
Oliwka, trzymam kciuki za "dobre" zakończenie :)
Odpowiedz
 
 
# magda 2013-02-08 19:10
wspaniała bajka
Odpowiedz
 
 
# dorota 2012-11-22 18:41
moja zuzja uwielbia te bajki
Odpowiedz
 
 
# Brendzia 2012-11-13 17:47
14.11.2012
Odpowiedz
 
 
# Brendzia 2012-11-13 17:47
ja na jutro musze to opowiedziec :sad:
Odpowiedz
 
 
# lolek - liwcia 2012-09-24 21:06
superr sama przy tym zasymiam :D heh :lol: ;-)
Odpowiedz
 
 
# Agnieszka 2012-07-13 20:08
Moje dzieciaczki szybciutko zasypiają przy tych bajkach.. :zzz
Odpowiedz
 
 
# wera 2012-05-22 19:26
fajne ja pamiętam w 3 klasie podstawówce byłam małgosią :D :-) :o :P :roll: :lol:
Odpowiedz
 
 
+1 # kasia 2012-03-12 21:20
ciekawe, budzą się wspomnienia z dzieciństwa... :-)
Odpowiedz
 
 
+1 # Asia 2012-02-19 18:12
Spoko
Odpowiedz
 
 
+1 # EWELINA 2012-02-08 17:39
pieknie spiewacje
Odpowiedz
 
 
+1 # kati 2011-12-18 22:43
:lol: no fajne fajne takie jak za dawnych czasow mama mi czytala hehe
Odpowiedz
 
 
+2 # Rafał 2011-09-21 20:09
Fajne :)
Odpowiedz
 

Dodaj komentarz